1 marca 2011 r.
ubisoft | przygodówka | pc | zapowiedź
Pomówmy o tytule, który ma ożywić dogorywającą scenę gier klikanych. I nie chodzi o strategie. Mowa o growych kreskówkach w dwu-i-pół wymiarze.

Widać, że ktoś się pakuje w strefę nieodwiedzaną już tak często przez innych growych wizytorów. (pomińmy Telltale Games) Oldschoolowe przygody w point’n’clickowej rachubie, nie oszukujmy się, odchodzą w zapomniane, zaś czempioni tego typu produkcji z ostatnich lat, Pendulo Studios, stają na wysokości zadania i chociaż podchodzą do próby zadowolenia playerów kolorową historią. Kolorową nie tylko ze względu na przesympatyczną grę aktorską głównych bohaterów.

Ty, Jasnowłosa!
OD KOGO TO? CO TO? I JAK TO DZIAŁA?
Pendulo Studios bezapelacyjnie może chodzić jak paw po europejskich (i nie tylko) salonach, a wszystko za sprawą całokształtu swej działalności. Sukces odniesiony dzięki trylogii Runaway był wielki. Opowieść o dwójce, która przypadkowo na siebie wpadła, a zżyła się na dłużej, urzekła tysiące miłośników tego typu gier. Brian i Gina pożegnali Nas już rok temu w Przewrotnym Losie. Serce zadygotało podówczas niemiłosiernie, ale niedługo po tym otrzymaliśmy informację o projekcie z nowej serii. No i oczywiście to madrycka firma ponownie zakasała rękawy, zajmując stołki developerskie przy blacie warsztatowym The Next Big Thing. (zgrabna nazwa - nie ma to, tamto). Hiszpanie na zregenerowanym silniku A Twist of Fate zaprojektowali scenerie, do których z miłą chęcią zapraszamy, albowiem pierwszorazowo jawią się w High Definition. Założenia są wręcz sklonowane z przewodniej myśli poprzednich dzieł. Standardowo jest to komiczna, pełna wyrafinowanego żartu produkcja przygodowa z kreską animówki, utrzymana w, metaforyzując, tak zwanym dwu-i-pół wymiarowym obiektywie. Z perspektywy widza sterujemy postaciami, klikając co raz na pojedyncze obiekty, by wejść z nimi w interakcję, bądź zwyczajnie się przemieścić. (klikając prawym przyciskiem na wyświetlenie, zmieniamy sposób interakcji z celem; możemy spojrzeć na przedmiot i otrzymać gadkę na jego temat, bądź go zabrać pod pazuchę). Point’n’clickowa klasa gry świadczy także o tym, że poruszamy się po graficznych „rzutach” ekranowych danych pomieszczeń czy lokacji na świeżym powietrzu, więc zażywnej akcji podczas czystej rozgrywki -zrozumiałe toż jak najbardziej- próżno tu szukać. Wartkość uzupełniana nagminnie jest w cutscenkach, dla prawidłowości – w animacjach, gdzie bohaterowie zaczynają i prężniej działać, i prowadzić dialogi lub znamienite monologi. Stapiają w sobie kuglarskie motywy, ludyczne zaczepki i cokolwiek więcej dusza zapragnie… W końcu to też jest typowa gra konwersacyjna, dająca odbiorcy, obok samych zagadek i zadań zabierz-załóż-połącz, pole do wyboru wielu, naprawdę miejscami wielu kwestii do wypowiedzenia przy każdorazowej dyspucie. Przykładowym, rytuałowo występującym pomysłem w pozycjach Iberyjczyków jest bez dwóch zdań kompletowanie itemów, co później sprowadza się do ich użycia przy nadarzającej się okazji na pchnięcie opowieści naprzód.

U profesorka Mosca (jakoś mucha mi się z mądrością nie kojarzy, a nasz doktorek to właśnie półczłowiek-półmucha; sam do rzeczy doprowadził, dzięki swym przemyślanym doświadczeniom) w laboratorium przejdziemy przez dziwaczny test o prześmiewczym oddźwięku. Jego niedorozwinięte popychadło (gość po prawicy) będziemy usiłować okaleczyć w sposób mu nieznany, co łatwe nie jest, gdy jegomość posmakował już wszelkiego pokroju cierpień. Kij bejsbolowy to dlań pikuś.
ŹRÓDŁO WYDARZEŃ, DALSZY BIEG WYDARZEŃ, AKTORZYNY WYDARZEŃ
Teraz, jak zresztą według schematu, włóczęgostwo będziemy trenować z dwójką skrajnie różniących się bohaterów. Para po cichu się adoruje, głośno nie znosi. Po ich wylegitymowaniu wiedziałem, że są szychami dziennikarskimi. A przynajmniej szychami próbują być. Dan to facet, dziennikarz sportowy, któremu się nie udało rozwinąć skrzydeł przez swój cięty słowotok. Teraz za karę uziemiony jest w pracy z nowicjuszką. Do bólu bezczelny, a zarazem dzięki swej przebiegłości i prostolinijności jest nader ponętnym okazem dla kobiet. Do współpracowniczki zwraca się z nietaktem, dogryza na każdym kroku ile tylko wlezie, a nie można zapomnieć o fakcie, iż zrzędzi niczym 70-letni ponurak. O! Bezczynnie spoczywa, popijając trunki i potwierdzając co chwilę niechęć ingerencji w jakiekolwiek wydarzenia. Babeczka jest za to myślącą i działającą osóbką, której buzia się nie zamyka. Liz Allaire papla, papla i zdarza się jej często przepaplać coś w ferworze swej otwartej, konstruktywnej i niezakłamanej wypowiedzi, co kierunkuje potem wydarzenia na zły tor… Wymiany zdań m-dzy istotami są bardzo humorystyczne, doprawdy uśmiać można się po pachy. Dubbing angielski daje radę, a rozdzielanie się epitetami kalibru „kretyn” czy „wariatka” przez dziennikarzy daje słuchaczowi radochę podczas słuchania.

Nie oferuj swej namiętności. Ona się boi późniejszej famy.
Zbierająca pierwsze szlify damulka ma za zadanie, jak również jej kolega z zespołu, dostarczać wiadomości zza kulis hollywoodzkiej sceny, więc nic dziwnego, że startujemy na parkingu przed ogromną willą, w której na dobre rozkręcony jest bankiet wielkiego producenta filmowego – FitzRandolpha. Nasza blondyna zdaje relację z widowiska, podając niezłomnie swoje wrażenia. Nasz dżentelmen, rzecz jasna, z uśmiechem na twarzy przyjmuje wieści od koleżanki, ale jedynie do chwili, gdy nagle oboje stają się świadkami włamania do biura wspomnianego celebryty, co niesie za sobą poważne skutki. A zastanawiacie się zapewne, czemu pojawiły się przed sekundą słowa „jedynie do tej chwili”. Pędzę z tłumaczeniem: kobieta jak to kobieta wyczuwa okazję do zrobienia dobrego materiału na swój start zawodowej kariery i prosi mężczyznę o pomoc w rozwikłaniu zagadki. Otrzymuje zimne i stanowcze „nie” i sama rusza do boju. Jak się później okazuje wykorzystuje złomność chłopaka do sportu, oferując mu bilety na mecz za pomoc. Żeby nie było tak gładko – Liz wpada w tarapaty, przez co przejmujemy kontrolę nad sportowcem i nim próbujemy odwrócić szalę zwycięstwa na stronę, nie tyle swoją, co wspólną… Byleby nie stronę zła. W późniejszej grze zmienność głównej roli w tej całej popapranej historii będzie często się pojawiać, chociaż uważam po przejściu wersji preview, że momenty z Danem są okazalsze. Warto jeszcze nadmienić na koniec omawianej kwestii, iż z czasem okazuje się, że sam FitzRandolph w półświatku medialnym znajduje się nie tylko z powodu posiadanej sławy w kręgach filmowych, a także polityki, w którą się wplątał/wplątuje. Nieobcym dla graczy pozostaje oblicze filmowca, podzielone na poły: ludzkie i poczwarne. Jesteśmy też świadkami miłych odwołań do kultury masowej i jej wielorodzajowej publiczności. Często występują sarkastyczne wzmianki o znanych w cały świat serialach i wysokobudżetówkach kinowych. To jest fajne. To musi być fajne, bo Hannah Montana jest fajna.

Bez zachodu słońca znanego Nam z happy endingów miłosnych tasiemców? Zaraz, zaraz! Tasiemce przecież nigdy się nie kończą!
ŚWIAT I W ŚWIECIE UKRYTE
W świecie dziesiątych muz spotkamy różne persony. Humanoidalne i nie-, a tych drugich nawet więcej. Są to potwory z filmów, grające w nich… siebie – potwory. Ich zachowanie, sposób bycia nadaje niewiarygodnie niewiarygodny kształt, pozwolę sobie rzucić nazewnictwem, krainy. Grzeszne miasto filmowców spowite jest charakterystycznym klimatem, lekko odbiegającym od standardów rzeczywistości. Przemaszerujemy wiele mniejszych placówek, a w ich zbiorze leży między innymi teatr, pałacyk i jego liczne „kruchty”, a nawet statek na wodzie czy studia reżyserskie. Jest gdzie łazić i chce się łazić ze względu na ładną animację i tła.

Rurociąg baśni.
KLIKAĆ TAM, KLIKAĆ TU I JESZCZE NA GÓRZE KLIKAĆ
Wierch ekranu zajęty został przez -tak jakby interfejsowy- pasek. W nim znajdziemy pomoce w postaci narracji konferansjera, który nasuwa na myśl graczowi, co w danej chwili winien zrobić (spiker pojawia się również w przebłyskach, kiedy to na naszym drzewku chapterów pojawia się ważna gałąź fabularna, na której musem jest usiąść), a także tzw. hotspoty wyświetlające wszystkie ważne obiekty w lokacji. Na górze znajdziemy nieodłączny inwentarz, wgląd do zdjęciowej rubryki z zadaniami oraz control panel. W nim zmieniamy głośność i wyświetlamy creditsy. Zapisujemy stan gry, wczytujemy go i kasujemy, a również włączamy i wyłączamy napisy. Twórcy dorzucili smaczek, jakim jest statystyka mówiąca o spędzonym w The Next Big Thing czasie. Jeśli prześlizgniemy się jednak przez tytuł na poziomie low, udostępniającym wszystkie podpowiedzi, czasu na przejście nie będzie potrzeba dużo. Nawet średnia trudność, wyłączająca tylko wodzireja nie sprawi Wam większych kłopotów. Zacznijcie ciorać od razu na „hardzie”.

Odkrywanie śladów cerebralnych aktywności… Przy wszystkich potworach z gry czynność ta doprawdy nie łączy się z abstrakcją.
CZEKAĆ, W POLSCE TRZEBA CZEKAĆ
Premiera w naszym kraju pod koniec marca, 25-tego dokładnie. Świat już gra, oceny produktu są dość wysokie. Po zagraniu w wersję preview gry The Next Big Thing śmiało mogę polecić fanom animowanych przygodówek jej pełną wersję. Historia na pewno Was wciągnie, a dialogi -może nie wszystkie, ale z pewnością duża ich część- rozśmieszą do łez. Możecie zbadać także wersję demonstracyjną gry, krążącą po sieci już od jakiegoś czasu. Ahoj! ;)
# podobne pozycje: seria Runaway, seria Monkey Island
# platformy: PC
Dominik 'glowa711' Głowacki