6 lipca 2011 r.
Bo warunki pracy w ekipie od L.A. Noire kuleją...

Team Bondi, z ręką na sercu oznajmiwszy, popisało się innowacyjnym pomysłem filmowym, nawiązując do nieźle zrealizowanej techniki motion-capture, oraz całkiem ciekawymi meandrami fabularnymi z domieszką interaktywnej dochodzeniówki, którymi od początku do końca gry nie sposób się nie fascynować. Sukces pełnego produktu też, nie oszukujmy się, przerósł najśmielsze oczekiwania tak wydawcy, jak i dziennikarskiego półświatka. W materii jednak jest tak, że gdy z jednej strony się powodzi, z drugiej coś uderza. Niestety, pracownicy Team Bondi nie umieją żyć w zgodzie z wyżej postawionym Rockstar i już dziś, po nadszarpnięciu stosunków z rodzicami kowbojskiego RDRa, szukają sobie nowego wydawcy, który położy łapki na ich kolejnych projektach. Twierdzi się, że gdyby nie zaangażowany marketing Rockstar Games oraz ich galancie wsparcie duchowo-finansowe, kryminalny sandbox nie ujrzałby światła dziennego przez co najmniej kilka następnych lat. Raporty też dają coś od siebie, a mianowicie wieść, iż istniała myśl o wykupieniu studia i uczynieniu go zależnym od zespołu Rockstar Sydney, niemniej z biegiem czasu uzmysłowiono sobie, iż zarządzanie tą niezgraną paczką to straszliwa idea. Chodzą również plotki, że do Team Bondi wdrapał się pewien programista, nie mając żadnego doświadczenia w fachu ani wizjonerskiego pomysłu na przyszłość, lecz rozstawiając ludzi po kątach, głośno przy tym hucząc, dopiął swego i znalazł dobrze płatną fuchę na bliżej nieokreślonej posadzie.
Dominik 'glowa711' Głowacki