200

HYPER+O nasPartnerzyReklamaKontaktPrasaZarejestruj sięLogowanie
HYPER+
CENOWA REWOLUCJA

INFORMACJE PRASOWE

NIUSY

4 kwietnia 2011 r.

Recenzja Homefront

szuter | fpp | pc | ps3 | x360 | strzelanka | akcja | recenzja

Nie ukrywamy naszego węglanego serca i surowo, bez najmniejszych skrupułów, oceniamy grę KAOS Studios. Nie śmiemy owijać w bawełnę, w końcu za randkę trzeba było zapłacić, a nie zapominamy, iż nieprzerwanie kręciliśmy nosem. Chyba dobrze, że po 5 godzinach nie trzeba było dłużej się męczyć.

Recenzja Homefront

W zasadzie można napisać recenzję na temat tego, co ojcom Frontlines: Fuel of War nie wyszło, bowiem tu przykładów wór bez dna. I chyba tak nawet wypadałoby zrobić, gdyż chwalić szuter za to, że się w nim strzela, i że ostatnia lokacja budzi większy podziw, to prawie to samo, co oklaskiwanie zwycięstwa polskiej reprezentacji futbolistów nad kelnerami i fryzjerami z San Marino. Przynajmniej zadowoliłem Was w ekspresowym tempie uwzględnieniem złotych pozytywów produkcji. Teraz zaś przekonacie się, w jaki sposób niewiarygodny i niegodny pieniędzy produkt THQ dopełnił sądu nad mą cierpliwością i tolerancją. I to na tyle dotkliwie, że poczułem się wyraźnie nieswój.




OSOBIŚCIE TRAKTUJĘ


Koncepcja pomysłodawców gry przykuła moją uwagę już 365 dni temu, kiedy odkryto pierwsze poszlaki o omawianym tytule. Pomyślałem, że ktoś wreszcie próbuje otrzeć z kurzu nietknięte w rozrywce growej karty historii Półwyspu Koreańskiego. Na nim (oświetlonym od kilkudziesięciu lat mnogimi jasnościami na południu, zaś bliżej granicy chińskiej - świecącym śmiertelnymi ciemnościami) odgrywały się jedne z ciekawszych, jak okiem sięgnąć, wydarzeń zbrojnych, w których nie tylko udział brały dzisiaj podzielone Koree, ale również mocarstwo rosyjskie, chińskie i amerykańskie. Dość miałem drętwych strategii i turówek, jak choćby Raging Tiger: The Second Korean War czy Korea: Zapomniany Konflikt. Popierałem też stawiennictwo względem shooterowych odwzorowań tamtejszego sporu na wzór beznadziejnego DMZ: North Korea. Jako prawdziwy koneser podziału politycznego Korei będę czekał na pewno jeszcze pewien czas na growe przedstawienie tegoż konfliktu, ponieważ powędrował on krzywdząco ad acta. Homefront podzielił los niedobitków z przeszłości i udowodnił, że jego producentom rola Korei Północnej w rozwoju historii globalnej jest nieznana, być może też mało frapująca. Reklamy gry pojawiające się do czerwca 2010 roku uznam za pic na wodę, fotomontaż, a to, co pokazywano do 15 marca ostrożnym nieodkrywaniem detali. Rozumiecie - by ino ktoś się przedwcześnie nie dopatrzył idiotycznych wariactw. Interesując się nieco sposobem prowadzenia marketingowej reklamy, łatwo doszedłem do wprawy w przeczuwaniu prawd, które usilnie twórcy (czegokolwiek, nie mówię już nawet o samych grach) próbują maskować. Doskonale wiedziałem, że siadam do malusiej i niedopracowanej popierdółki. Za często KAOS Studios mówiło o sobie, jako o potentacie sceny gier FPP, nieczęsto łechcąc podświadomość graczy samą zawartością.



Dostrzec da się z rzadka elementy przemawiające za trwającą wojną. Z rzadka!


CZUJĘ KICZ


Za nielogiczny i aintelektualnie zbudowany scenariusz, w których komunistyczna Korea Północna naciera na imperialistyczne USA, odpowiedzialny jest John Milius - reżyser równie głupiego, propagandowego i patetycznego „Czerwonego świtu” z lat 80. Nie udało mu się i tym razem. Nie okłamię Was, jeżeli powiem, iż fabuła całej gry zamyka się w dwuminutowym intrze i jest tak bujnym wymysłem, jak złoto naszych piłkarzy w przyszłorocznych Mistrzostwach Europy. Otóż, Korea Północna wzbudza zaniepokojenie Zachodu swymi działaniami militarnymi. W związku z powiększeniem ilości bomb atomowych następują próby jej wykorzystania. ONZ nakłada sankcje na państwo Kim Dzong Ila, po czym w 2012 roku Wielki Wódz pada trupem. Pałeczkę dyktatorską przejmuje jego syn, Kim Dzong Un, i ku zdziwieniu wielu raz-dwa, bo już rok później, radzi sobie z planem zjednoczenia obu poróżnionych krajów. Łączy gospodarki, firmy. Powstaje Wielka Republika Korei. Na przestrzeni kolejnych lat w wyniku konfliktów szyby naftowe w Iranie i Arabii Saudyjskiej stają w ogniu, dematerializują się drogocenne surowce ropy, świat pogrąża się w krachu. Bieda zagląda w oczy, ludzie panikują - istny chaos. Wtem Un pod groźbą ataku przejmuje lękliwą Japonię, nieco później następuje anszlus całej południowej Azji, w tym Indonezji i Filipin, a żeby było jeszcze więcej banialuków - WRK kieruje swe siły w stronę Ameryki. Wysyła najpierw komunikacyjny statek satelitarny z teoretycznie pokojową informacją. Okazuje się jednak, że jest to przykrywka - nakierowana na Stany Zjednoczone wiązka magnetyczna paraliżuje całe państwo. Wojska koreańskie zajmują poszczególne strefy, również San Fransisco, i zaczyna się okupacja. Kretyńska historia, jak w mordę strzelił. Dalej nic wobec opowiedzianej w filmie początkowym teorii się nie zmienia. Zaledwie musimy, co jest bardzo błyskotliwą i nieprzewidywalną ideą, odeprzeć zaborcę. Przez jakieś 5 godzin szukamy cystern, a potem odholowujemy je dla armii amerykańskiej. Fajnie, prawda? Korea Północna, fakt faktem, dysponuje sporym kontyngentem militarnym, a jego wielkość zaliczyć można -według nieoszacowanych i niepotwierdzonych kiedykolwiek i gdziekolwiek wypisów- do dziesiątki najokazalszych na świecie, ale tak czy siak fabuła to banał. Fikcyjny do bólu banał, który stara się ponad wszelkie moce zrównać z bolesną i ujmującą empirią.



Gułagu też nie umieli zaprojektować.


ANALIZUJĘ ZJAWISKO


Raz, że Korea Południowa nie usunęłaby granicy przy 38 równoleżniku, by, rzucę pro forma jednym przykładem, nie wylać na siebie milionów nieświadomych mieszkańców, a dwa - Chiny trzymające w garści długi Amerykanów w życiu nie pozwoliłyby na taki obrót sprawy, mimo że uwarunkowania historyczne i obecne ustroje na to wskazują. Trzy, że USA w stanie najwyższej gotowości mogłoby przygotować nawet 30/40-milionowe szeregi mundurowych, nie dorzucając nawet do tego floty podwodnej i sił powietrznych. Toż zmiotłoby z marszu (realnie posiadającą broń masowej zagłady) Koreę Północną. Cztery: budżet Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej jest nikły, a aż 60% dochodów idzie na armię. Musimy mieć też na uwadze, że pozostałe procenty wędrują w dużej mierze do oficjeli, którzy „muszą” żyć w dostatku. Kraj jest zacofany. Gospodarka ledwo zipie, pielęgnuje się w pierwszym rzędzie żeń-szeń i kapustę, a w polach nadal bydło. Racji żywnościowych nie starcza dla wszystkich. Panuje głód. Elektryki nie ma; z satelity nocą możecie zauważyć, jak cały teren jest nieoświetlony, nawet Phenian - stolica. Jeśli w destrukcji są wymienione przeze mnie elementy, to nawet największa armia, chcąc-nie chcąc, da za wygraną.
A przypomnijmy, że stworzenie olbrzymiej gwardii w państwie totalitarnym ma głównie budzić strach. Praktyka zbrojna to, nie da się ukryć, inna para kaloszy. Doświadczenie wojaków z Ameryki przechyliłoby szalę zwycięstwa na wiadomą stronę. Już w tym tysiącleciu zresztą pojawiały się plany rozmów USA-Korea Północna, które na celu miałyby bilateralne zniesienie wrogich stosunków, lecz z tak zaciekłą nauką od podstaw w KRLD i z kultem jednostki jest to jeszcze wzorzec jutrzejszego poranka.



Żywy na (nie)żywym, ziemskim padole.


ODDAJĘ ŹLE ODDANY


... klimat, Drodzy Państwo. Jest doprawdy kiepski, niewysublimowany. Najbardziej klimatycznym momentem gry jest skrywanie się w zsypie umarłych na bezdechu i równocześnie pod okiem zezwierzęconych Koreańców. Poczułem się wówczas jak aktor Paweł Małaszyński w polskim, wojennym filmie „Katyń” Andrzeja Wajdy, w którym to zasypywany był przez kilogramy piachu, leżąc zabity wśród setek innych postrzelonych kulą w głowę. Nie wiem też, czy urąga to zasadom, ale producenci jak ognia unikali widoku egzekucji. W pamięci mej zarejestrował się bolesny, jedyny wybitny obraz na skrzyżowaniu dróg. Gdy zapakowany w więźniarkę jechałem przez mieścinę wróg na oczach dziecka zlikwidował przy ścianie dwójkę jego rodziców. Płacz malucha w owym czasie uderzył we mnie bardzo mocno. Wierzyłem jednak, że choć krzta brutalizmu i dramatyzmu zaistnieje w produkcji Nowojorczyków jeszcze raz. Andrzej Fidyk zauważalnie grymasiłby po seansie z Homefrontem. Reżyser fe-no-me-nal-ne-go dokumentu „Historie z Yodok” z miejsca orzekłby, że tak i tak koreańskie służby nie reagują, tak i tak nie wygląda obóz koncentracyjny, że tak i tak nie wygląda żywot ludzi pod dyktaturą. Film przeplata się ze spektaklem teatralnym (znane zjawisko w kinematografii) i uwydatnia, głównie dzięki zeznaniom uchodźców, w jakich gehennach i w jakich warunkach niewinne istoty opuszczają po raz ostatni powieki. Kilka strzałów w szuterze, bo tylko to towar THQ ma do zaoferowania, jest spłaszczeniem tematu do granic możliwości. Chciałoby się powiedzieć - z dużej chmury mały deszcz. Oczywiście, w grze klimatu dopełnia muzyka, bohaterowie i ich wartościowy voice-acting czy nawet lokacje. No ale niestety, nie tu. Niezniszczalny Most Samobójców - Golden Gate, czyli chluba architektoniczna San Fransisco w ostatniej misji wywarł na mnie pozytywne wrażenie, ale już powtarzalne przedmieścia i przecznice oraz omawiany wcześniej, licho odwzorowany łagier nie nazwę kunsztem projektanckim. Tym bardziej, że grafika zasługuje na ostrego klapsa, a nielitościwie potworna liniowość zabija wszystek chęci grania od startu do mety. Muzyka jakiejś orkiestry łamie dźwięki z elektroniką i wychodzi przez to niesmaczny misz-masz gatunkowy, zupełnie oddzielony od czasu i miejsca akcji. Bohaterowie to kukły. Nie jesteśmy nawet przydzieleni do amerykańskiego zespołu wojskowego (na pewno nie takiego z prawdziwego zdarzenia), a dokonujemy cudu w grupie bezmózgów z jakiegoś Ruchu Oporu. Nasz bohater, czyli jakiś Jacobs, rzecz jasna niemowa, zostaje odebrany przeciwnikowi tylko dlatego, że umie sterować helikopterem. Nasi kompani: Boone, Connor, Rianna i Hopper są prostacko bezpłciowi, a temperamenty zakopali w ogródkach na swych posesjach, nim wyruszyli do walki. Ich voice-acting to gwóźdź do trumny tego szoł, i skończywszy przygodę, uświadomiłem sobie, że gra aktorska w Bad Company 2 była cudem werbalizacji. Zwyczaj mam mówić w takich przypływach wspomnień: „dawniej lepiej bywało i trawa lepiej rosła.”




Lepiej na aniżeli pod.


KREŚLĘ BŁĘDY


Dobiliśmy do chwili, gdy wypada wymienić errory, bugi i innej maści felery, lubiące dziesiątkować gracza podczas kampanii. Setki razy musiałem czekać, aż któryś z moich inteligentnych ziomów otworzy mi drzwi lub wejdzie po drabinie. Można usnąć, powiadam, w tych przerwach, a bardziej czujni przypomną sobie o istnieniu wulgaryzmów. Nie wolno po prawdzie marudzić, gdy te drzwi w końcu staną otworem, gdyż zdarza się, że wszyscy towarzysze chcą przekroczyć dane wejście jednocześnie, tym samym blokując się nieodwracalnie w połowie drogi. Cofałem się do checkpointów przez takie numery niejednokrotnie, i wcale przy tym nie piałem z zachwytu. Masa skryptów też robi swoje. Animacja postaci jest gorsza od tej z Half-Life'a 2, z którego przecież KAOS Studios czerpało inspirację. Należy być doinformowanym, że, jak na 2027 rok przystało, walczyć przychodzi z plagami klonów; w Wielkiej Republice Korei istnieją tylko dwa fartuszki wojenne. Gdy bębni nam w słuchawkach trzepot śmigła helikoptera, patrząc w niebo, nie zauważymy żadnej jednostki latającej. Dziwne... Nie zapomniano o niewidzialnych ścianach, które, widać, połączone są na umór ze zaskryptowanymi segmentami gameplay'u. O rąbek można potłuc również misję skradankowo-snajperską. Jest niemożebnie słaba, a kalecząc dobry nastrój, przypomina o najlepszej misji szuterowej w historii gier komputerowych: spacer po Prypeci w Call of Duty: Modern Warfare. A co z multiplayerem? Tak, on też mimo wszystko jest niewyszlifowany.



Trudno nie być strzelcem wyborowym, gdy lufa ani drgnie.


SNAJPEREM BĘDĘ


Jest mało serwerów i nie zdarzało mi się wyszukiwać tych, które naprawdę bym chciał odwiedzić. Map jest tylko sześć, z których dwie wydają mi się potwornie zlewać kolorystycznie, co utrudniało mi levelling. Levelling, który dokumentnie nie pozwala nowym pobiegać trochę dłużej. Jest źle zbalansowany. Ogółem na dłuższą metę zabawa wydaje się nudna. Może za tym stoi obecność tylko dwóch trybów: defmecz i typowe przejmowanie pozycji, bądź cholernie irytujący snajperzy. A że nie ma ogranicznika na riflemanów per zespół, i że lokacje sprzyjają lokowaniu się na najciemniejszych dachach, to tak właśnie w proszku rozgrywka cierpi. Podobać się mogą zaś killstreaki, pozostające w uczciwym melanżu z pojazdami naziemnymi i nie-. Kamera najeżdżająca z powietrza po respawnie pomaga wskrzeszonemu w odnalezieniu przeciwników. To też miejscami staje się uciążliwe. Ponadprzeciętny wydaje się system BattlePoints, który w rzecz samej nie jest doświadczeniem zdobywanym za fragi, asysty i osiągnięcia, a walutą, za którą kupujemy pojazdy, kamizelki kuloodporne i masę innych bajerów. Na niektórych serwerach pojawia się tryb dodatkowy Battle Commander, dzięki któremu rzeźnik z dłuższą, killstreake'ową taśmą zostaje oznaczony jako cel specjalny.




Użytkiem z pauz i znajdziek jest uzupełnianie durnoty fabularnej.


CIERPKO SUMUJĘ


Siódma woda po Medal of Honor, spowinowacony z Battlefieldem i w mniejszym lub większym stopniu kalka Call of Duty - oto Homefront, bubel jakich mało. Uwierzcie mi i nie odwiedzajcie Montrose, chyba że chcecie poznać cuchnący odór palącego się, koreańskiego barbecue, albo macie przy skroni śmiercionośne MK. Skapcaniejecie na śmierć przy tej produkcji. Jeśli dedukujecie, że w sieci doznacie iskry inwencji, to muszę Was ostudzić racjonalną tezą: spójrzcie na ceny drugiej złej kompanii, na oceny recenzenckie produktu, a potem ustawcie zebrane informacje w szeregu z informacjami o Homefrontcie. Blamaż THQ oceniam bez taryfy ulgowej na 4 Koreańca / 10 i już od dziś czekam z niecierpliwością na sequel tego, wypisz-wymaluj, horrendalnie fantastycznego tworu. Ciao!



# podobne pozycje: serie Call of Duty, Battlefield i Medal of Honor
# platformy: PC, Xbox 360, PS3

Dominik 'glowa711' Głowacki

OSTATNIO DODANE NEWSY

From Dust w przeglądarce
23 maja 2012 r.
Popyt na 3DS-a
Kieszonsolka Nintendo wygrywa bój z Vitą.
23 maja 2012 r.
Dante zalicza poślizg
DmC Devil May Cry dopiero w przyszłym roku.
22 maja 2012 r.

NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE

From Dust w przeglądarce
23 maja 2012 r.
Popyt na 3DS-a
Kieszonsolka Nintendo wygrywa bój z Vitą.
23 maja 2012 r.
Dante zalicza poślizg
DmC Devil May Cry dopiero w przyszłym roku.
22 maja 2012 r.
Hawken na Gaikaiu
Zasiądź za sterami mechów w chmurze!
21 maja 2012 r.
Aplikacja Diablo 3
Dzięki niej dowiesz się o dostępności serwerów gry.
21 maja 2012 r.
www.cyfraplus.pl  |  www.canalplus.pl  |  www.alekinoplus.pl  |  www.planeteplus.pl  | 
www.kuchniaplus.pl  |  www.domoplus.pl | www.teletoonplus.pl | www.miniminiplus.pl  |  www.canalpluscyfrowy.pl