13 marca 2011 r.
recenzja | x360 | akcja | szuter | fpp | homefront | recenzja
Na stronie mogliście już zobaczyć filmiki z Homefronta. Teraz czas na recenzję...

Jak to się mówi – jeśli ściągać, to ściągać od najlepszych. Dokładnie tak jest w przypadku Homefronta, gry którą nazwać klonem Call of Duty, byłoby niedopowiedzeniem. Kaos Studio (znane z moda do Battlefielda 1942, oraz strzelaniny Frontlines: Fuel of War) nie siliło się na wymyślanie koła od nowa, zamiast tego dając nam grę bliźniaczo podobną do CoDów w sferze rozgrywki, za to ze znacznie lepszym scenariuszem.
Na skutek dość niespotykanych ruchów na scenie geopolitycznej Korea Północna do roku 2020 stała się światową potęgą. Szybko anektowała kilka państw (zaczynając oczywiście od ojczyzny Starcrafta), aby w końcu zaatakować same Stany Zjednoczone. Dzięki wykorzystaniu pulsu elektromagnetycznego udało się Koreańczykom wyłączyć całe USA z prądu, więc inwazja okazała się nad wyraz prosta. Zwłaszcza że w czasie gdy Korea rosła w siłę, Stany popadały w coraz większy kryzys.

Gracz wciela się w rolę Roberta Jacobsa, byłego pilota armii USA, który teraz, podobnie jak miliony jego rodaków, wiedzie smutny żywot pod okupacją. Pewnego do jego drzwi pukają koreańskie siły bezpieczeństwa – żołdacy bez pardonu pakują go do autobusu więziennego i wiozą w nieznane miejsce. Na szczęście dla Jacobsa, okazuje się on być ciekawym kąskiem dla ruchu oporu, który wyciąga go z tarapatów i wciela w swoje szeregi.

Od tego momentu zaczyna się najbardziej klasyczna strzelanina FPS jaką można sobie wyobrazić. Homefront to klasyczny corridor shooter – oznacza to, że choć mamy pełną wolność poruszania, to nigdy nie schodzimy ze ścieżki wyznaczonej nam przez twórców. Poruszamy się w sztucznie stworzonym korytarzu, zabijając pojawiających się przeciwników. System strzelania ściągnięty żywcem z Call of Duty sprawdza się bardzo dobrze. W podobny sposób się tu autoceluje, podobnie wygląda arsenał, który składa się z kilku różnych rodzajów broni, w której po prostu zmienia się rozliczne moduły (celowniki, granatniki itd.). Przeciwnicy są średnio inteligentni, ale nadrabiają celnością i ilością, a same starcia są dość emocjonujące. Tylko cały czas ma człowiek uczucie deja vu i to deja vu pogłębionego faktem, że tak rozgrywka wyglądała w dobrych kilku częściach CoDa.

To czym Homefront się broni, to ciekawa i ciekawie opowiedziana historia. Scenariusz napisany przez Johna Miliusa (Czas Apokalipsy, Czerwony Świt) to całkiem zgrabna opowiastka o walce z najeźdźcą. Nie ma tu może jakichś niespodziewanych zwrotów akcji, ale całość zrobiła na mnie znacznie lepsze wrażenie, niż Modern Warfare 2. Szkoda tylko, że troszkę zabrakło jakiegoś wyraźnego adwersarza, bo armia koreańska w całości jest nieco zbyt rozmyta.
Gdyby Homefront wyglądał troszkę lepiej i miał w sobie trochę więcej oryginalnych pomysłów, to zasługiwałby na lepszą ocenę. A tak mamy do czynienia z dobrą, ale nie powalającą strzelaniną, która zgrabnie, ale tylko kopiuje pomysły innych. Może to też jakaś droga do celu?
Platforma: X360
Ocena: 7
Tadeusz Zieliński