30 września 2011 r.
Czwarty raz w przeciągu trzech dni.

To kapkę irytuje. To niepokoi. To każe myśleć o bezpieczeństwie tego i owego. Zdroworozsądkowo, każdy upadek usługi PlayStation Network przypomina jej użytkownikom o feralnej wpadce z danymi, w posiadanie których niepowołanie weszli hakerzy. Zaufanie do koncernu Sony mocno się nadszarpnęło, więc niejeden pragmatyk zapewne już dmucha na zimne i przezornie blokuje konto bankowe... Kto wie, czy japoński moloch ponownie nie ukrywa jakiejś grubszej usterki, która może zagrozić porządkowi jako takiemu. W końcu PSN na odcinku niespełna stu godzin już czterokrotnie padł. Z dniem premiery wersji beta trzeciego Battlefielda, na ten przykład, Sony Europe potwierdziło, że wstrzymuje pracę sieci - lepszej koincydencji gracz wymarzyć sobie nie mógł. Dziwota, że niektórym udawało się wciąż być online i, mimo nieustępujących usterek, grać. Rejestracja jednak, rzecz jasna, była poza zasięgiem.
Dominik 'glowa711' Głowacki