23 lutego 2011 r.
Bunt przeciwko Call of Juarez.
Kilkanaście dni wstecz huku wokół
Bulletstorma narobiły - w mordę jeża - po omacku rzucające frazesami, amerykańskie periodyki, iż produkt
Chmielarza sprawi, że wyjdziemy na krawężnik gwałcić niewiasty. Wolne żarty… Teraz zaś obudziły się Wielkie Głowy
Fox News, twierdząc błyskotliwie o braku szacunku w grze
Techlandu, podczas gdy już swoich pobratymców i podstawka, i
Więzy Krwi znalazła. Teraz
trendy jest, w społeczności analityków i naukowców wszelkiej maści, czepiać się nadchodzącego
Call of Juarez: The Cartel, bowiem ten rzekomo propaguje nieakceptowalne zachowania i relacje amerykańsko-meksykańskie.
Ubisoftowi stawia opór już nie tylko telewizja, ale i służby porządkowe USA wraz z rządem Meksyku. Afera urosła do takowych rozmiarów, że już dziś (miesiące przed wydaniem pozycji) gra otrzymała bana. Mówi się, że firma producencka chce wzmóc konflikty oraz powiększyć liczbę morderstw i przemytów narkotyków przez
Juarez - mieścinę ulokowaną centralnie przy styku dwóch państw. Tamtejsze oficjale boją się, że młodzicy i tak ufajdani w życiową bolączkę, która rozpętała się w mieście, mogą jeszcze bardziej utopić się w przemocy dzięki możliwości utożsamienia się z takimi, a nie innymi postaciami. Ja tylko mam nadzieję, że
Techland nie ugnie się, bowiem
Call of Juarez bez
Juarez to już nie
Call of Juarez. Na pewno nie ten sam. A rozróbę ideologiczną, jaka sieje popłoch wokół polskiej gry na miarę skandalu z poprzedniego roku (MoH), zdefiniuje tak:
Ludzie! Co za Meksyk.
Dominik 'glowa711' Głowacki