6 września 2011 r.
Na ratunek grze śpieszą pierwsze łatki.

Techlandowi w ślepia wiatr srogi wieje. Z żalem i z powinności raportujemy, iż polski produkt Dead Island okazał się dziurawy jak ser szwajcarski, roi się w nim od baboli programistycznych, niekiedy postać klinuje się w jakiejś dziurze, innym razem zawodzi animacja. Pierwsza aktualizacja poprawiła niektóre usterki, lecz na pewno na niej się nie skończy. Nie chcemy wspominać o wyciągniętych z autopsji wnioskach odnośnie licho zbudowanej fabuły i klimatu - warto jednak zatrzymać wzrok na problemie związanym z należącym do Valve STEAM-em. W usłudze amerykańskiej spółki pojawiła się wersja deweloperska gry, co za tym idzie miliony osób pobrało za całkiem pełną cenę całkiem niepełny towar. Nieukończony kod, istniejący zazwyczaj na potrzeby twórców, jest przepełniony typowymi felerami, które nie dają swobodnie pomłócić. Nieszczęśliwy prezent, jaki sprawiło Amerykanom wrocławskie studio, w dniu samej premiery rozwścieczył, jak mniemam, niejednego konsumenta. Nieuzasadnione zapadanie się w ziemi sterowanego bohatera nikogo przecież nie cieszy. Producent ogłosił naprędce, iż postara się wyjaśnić zaistniałą sytuację i w zespoleniu sił z wydawcą naprawi organizacyjny lapsus.
Dominik 'glowa711' Głowacki
UPDATE: Serwis Rock, Paper, Shotgun donosi, iż właściwa wersja Dead Island pojawi się na platformie STEAM w ciągu doby.