12 czerwca 2011 r.
Codemasters i Epic Games poszkodowani.

Sprawa hakerstwa urosła już do rangi mitycznego problemu wieku teraźniejszego. Co prawda wiemy już z donosów agencji Reutersa, że pewna iberyjska policja dopadła ludzi z zespołu Anonymous, czyli odpowiedzialnych za włam na serwery Sony przestępców, ale i tak kwestia internetowego bezpieczeństwa i napaści w cyfrowym świecie nie maluje się kolorowymi kredkami. Dziś obiegła kulę ziemską wiadomość o zhakowaniu strony codemasters.com. Z gęstwiny informacyjnej, jaka zalega w bazie twórców między innymi DiRT 3, Operation Flashpoint: Red River i F1 2010, wykradziono poufne dane tysięcy użytkowników. Są nimi chociażby, jak rzecze consolemonster.com, nazwiska i adresy zamieszkania, maile, wszelakie hasła, a nawet numery telefoniczne czy historie zawartych transakcji w obrębie strony. Szczęście w tym, że - przeciwnie do głośnego wypadku w sztabie Sony - na serwerach nie było jakichkolwiek śladów po numerach kont bankowych. Gniewnie brwi marszczyć mogą również członkowie Epic Games. Z racji tego, iż hakerom zachciało się atakować także ich zacisze, przyjaciele Cliffy'iego na wszelki wypadek zresetowali hasła wszystkim forumowiczom. Osobiste fakty ogromnej ilości graczy zostały więc w porę zaasekurowane, zaś sami najeźdźcy pożywili się jedynie adresami poczt internetowych. Czy za występkiem ponownie stoją Anonimowi? Czy nie uważacie, że wraz z rozwojem cyberprzestępczości pisze się tu nam (i rozrywce growej) całkiem czarny scenariusz?
Dominik 'glowa711' Głowacki