12 marca 2011 r.
x360 | strzelanka | pc | ps3 | wyścigi | call of duty
Z jednej strony no-life, z drugiej ćpun.

Media ostatnio potraktowały gry jak popłuczyny, co nowością nie jest. Znalazły się okazje do powiedzenia o interaktywnym video jak o rozrywce złej i niszczącej, a to też nie dziwi. U Ewy Drzyzgi niedawno obejrzałem paradę skrajności, toteż chciałbym Wam sytuację zaistniałą nakreślić. Zaproszone fenomeny, według zasady programu, opowiadały o swoich przypadkach i boleściach, i teraz nie była to kłótnia z teściową, a uzależnienie od gier i Internetu. Nastolatkowie i „dorośli”, stosunkowo w podobnym wieku, chwalili się swoimi dokonaniami w grach przeglądarkowych, facebookowych, kłótniami z rodzicami, opuszczeniem się w nauce (jeden Gracz nie rozpoczął kształcenia w liceum) czy 48-godzinnymi seriami no-life'ienia. Życie zarywane w łóżku z laptopem na kolanach, ugięte lędźwie, psychopatyczne odbieranie dźwięków z gier szuterowych i wyładowywanie emocji w tychże; oczywiście wykorzystano szansę i ofensywnie potraktowano nasze ukochane dobro kultury, szkicując wyraźnie jego negatywny wpływ na odbiorcę, a nawet ostrzegano rodziców o uzależnieniu, jakie może się narodzić z czasem.

Gra, która wzmiankami o narkotykach będzie Was jarać, aż miło!
Śmieszniej jednak jest na Wyspach, gdzie analityk-terapeuta, Steve Pope, rzuca tezami, iż dwie godzinki przy grach są jak przyjęcie dawki kokainy. Wylęgarnia zarzutów nie ma końca, ajuści - pojawia się groźne stwierdzenie, że skrytobójca o imieniu „gry” cichutko wyniszcza nasze pokolenie, tak na poziomie fizycznym, jak i psychicznym. Katatonię pociągnę za angielskim Myślicielem dalej: otóż agresja i brak koncentracji oraz poranne wzbudzenie endorfin po dłuższym, wieczornym spotkaniu z CoDem są również skutkami działalności gier komputerowych. Powiedzcie, Towarzyszu, kiedy ostatni raz wstrzyknęliście sobie dożylnie 3 godzinki z Kolegą Motorstormem? Dawno? Właśnie! Trzeba to nadrobić, idę pojeździć w Apokalipsie i mam nadzieję, że wrócę cały.
Dominik 'glowa711' Głowacki