26 września 2011 r.
Czyli na ile owocny może być marketing szeptany...

Raczej tego, że w Angry Birds zagrały dotychczas miliony ludzi, każdy jest świadomy. Fenomen produktu Rovio Mobile rozjusza dziesiątki wielkich korporacji, lecz trzeba przyznać, że jednoosobowa gra logiczna, oferująca ciskanie z procy tytułowymi ptakami, jest genialna w swej prostocie. Wystarczy wybić wszystkie znajdujące się na planszy prosiaki, niekiedy niszcząc zróżnicowane budowle. Idea tego typu gier narodziła się jednak dziesiątki lat temu. Co więc przyczyniło się w tym wypadku do powstania zjawiska ciągle rosnącego popytu na dobro?

Mielibyśmy towar deficytowy, ale na szczęście istnieje cyfrowa dystrybucja.
Jak łatwo się domyśleć, marketing, w szczególności szeptany. Angry Birds podbija rekordy w, uściślając, Android Markecie, ponieważ prócz jakichkolwiek celowo tworzonych reklam wspierany jest przez często nieświadomych skutków czynu fanów. To właśnie my, Gracze, mówimy wielokrotnie o przeglądarkowym dziele małego studia, dając mu jednocześnie ogromną sławę. Ojcowie dzieła tylko zmotywowali nas do, na dobrą sprawę, prowadzenia za nich kampanii promocyjnych. Zwie się to właśnie marketingiem szeptanym. Każdy światły gracz słyszał o Angry Birds i wie, że szycie butów, skarpetek czy maskotek, pieczenie sugestywnych tortów z ikonicznymi pierzastymi, robienie tatuaży na skórze, graffiti na murach czy rzeźb w piachu, a nawet zwykłe obklejanie siebie, swoich rzeczy i otoczenia etykietkami sprzyja rozwojowi marki. Ktoś w ekipie deweloperskiej, śmiem rzucić facecją, ma doktorat z psychologii biznesu - no nie da rady wyjść z podziwu dla tak wyśmienicie poprowadzonej strategii działań mających na celu zachęcić. Zachęcić, i to tyle.
Dominik 'glowa711' Głowacki