



Tak się zaskakująco dla mnie złożyło, że miałem dziś niemal cały dzień wolny. A ponieważ nie mam już jakichś szczególnie palących zaległości growych (dzięki Bogu za styczniową posuchę!), to naturalną koleją rzeczy postanowiłem trochę poczytać. Oczywiście o grach. Ale nie o tych grach, które zostaną wkrótce wydane, albo już trafiły do sklepów - tylko o grach w ogóle. Jak pewnie wiecie, w Polsce nie mamy może zatrzęsienia książek traktujących o naszej ulubionej formie rozrywki, ale jednak kilka pozycji przecież się znajdzie (zwykle takie publikacje mają zacięcie historyczne, jak na przykład "Dawno temu w grach" , "Cyfrowe marzenia" czy "Bajty polskie"). Gdy pojawiają się u nas jakieś nowe publikacje, które są ciekawe i jednocześnie zjadliwe, staram się przybliżać je w Joincie - tak jak miało to miejsce na przykład przy okazji tematu grywalizacji.
Zwykle więc takie teksty czytam w miarę na bieżąco - dziś jednak, korzystając z wolnej chwili, postanowiłem poszukać tytułów, z którymi wcześniej nie miałem okazji się zetknąć. I jakoś tak wyszło, że poszukiwania pognały w kierunku tekstów dotyczących immersji. Pewnie większość z was zna to pojęcie, ale na wszelki wypadek doprecyzuję, że chodzi o "zanurzenie się" w grę w taki sposób, że niespecjalnie zwracamy uwagę na to, co dzieje się dookoła nas. Znacie to pewnie - siadacie wczesnym wieczorem do gry, łoicie jakieś pół godziny, no, najwyżej godzinę przecież, patrzycie - a tu nagle piąta rano... Niemożliwe? A jednak przecież się zdarza ;)
Naturalnie immersja nie dotyczy wyłącznie gier (tak samo można przecież wsiąknąć w film czy w powieść), a na jej poziom, na "stopień zanurzenia" składa się wiele elementów - skupienie gracza, wczucie się w bohatera, atmosfera... Na poziom naszego zaangażowania może oddziaływać również sama mechanika - to, jak gra jest zrobiona. Znacie to przecież - jeden skopany mechanizm (chociażby checkpointy zapisujące się w idiotycznych momentach - by nie szukać daleko) potrafi skutecznie wybić nas z rytmu i zniechęcić do dalszej zabawy. I a propos mechaniki - w tekstach, do których dziś zajrzałem, często powtarzała się następująca kwestia: czy wszelkie HUD-y, a więc informacje wyświetlane na ekranie, zmniejszają immersję, bo podkreślają umowność gry? Czy wypełnienie ekranu dodatkowymi informacjami utrudnia pełne zanurzenie? Jako alternatywne rozwiązanie można zaproponować gry, w których informacje np. o zdrowiu bohatera i o stanie jego amunicji są zawarte w samym świecie gry - tak było na przykład w Dead Space, gdzie poziom zdrowia Isaaca wyświetlał się na jego kombinezonie.
Pytanie do was brzmi więc: czy przeszkadza wam, gdy interfejs graficzny przesłania sporą część ekranu (jak było np. w Baldur's Gate)? Wolicie widzieć świat gry bez dodatkowych filtrów? Czy wyłączacie interfejs, jeśli jest to możliwe? A może nie robi wam to najmniejszej różnicy? Dajcie znać, bo ja od myślenia o tym mam już kompletnie wypaczony ogląd sytuacji - przydałoby się świeże spojrzenie ;)
autor: Piotr Kubiński
Gra od zajarania dziejów - czyli od kiedy pamięta. Choć pisać o grach zaczął...
Halo? Haaaalo?! Jest tam w ogóle ktoś? Czy wszyscy zaginęli gdzieś w piekielnych odmętach albo na brazylijskich favelach? Przyznacie sami, że nadszedł wyjątkowo intensywny czas, jeśli chodzi o growy światek. Niemal...
Chińskiemu mędrcowi Zhuangzi przyśniło się kiedyś, że był motylem. Sen był tak wiarygodny i przekonujący, że po przebudzeniu Zhuangzi pomyślał: Czy to na pewno mnie przyśniło się, że jestem motylem? Skąd mam wiedzieć, że...
Jak myślicie, co można robić w samym środku długiego weekendu? Oczywiście oprócz tego, że siedzieć nad laptopem i pisać tekst na Hyperowy blog ;) Wiadomo, można robić od groma różnych rzeczy - wybrać się choćby na łono...