



Kończąc tydzień temu poprzedni wpis blogaskowy, obiecałem wam, że wrócę "do tematu szeroko rozumianych obowiązków". No to wracam!
Pretekstu dostarcza jeden z gości, który zawita w najbliższym Joincie (którego premiera - uwaga - dzisiaj!). Jednym z rozmówców jest Jacek Drewnowski, człowiek, którego pracę można by określić jako "spec od Gwiezdnych Wojen". To w skrócie. A w szczególe: redaguje "Star Wars Komiks", ogarnia merytorycznie gwiezdnowojenne książki, komiksy i publikacje wydawane przez Egmont (o których będzie mowa w dzisiejszym programie). Pewnie w tym momencie w niejednej znerdziałej głowie pojawi się myśl: Dla fana Star Wars to praca idealna! Gość pewnie całymi dniami tylko czyta komiksy, ogląda filmy i pewnie jeszcze gra w takie rzeczy jak SW:ToR!!!!111
Ktoś tak pomyślał? Tak? Otóż: Nie. To nie wygląda w ten sposób. Oczywiście najlepiej odpowiedziałby wam na to sam zainteresowany, ale i bez tego mogę was zapewnić, że podobne wyobrażenie ma w sobie tyle pracy, co popularne wyobrażenie growego recenzenta czy publicysty: wy to chłopaki macie fajnie w tych redakcjach, nic tylko siedzicie i nasuwacie w najfajniejsze gry, które w dodatku ogrywacie przed premierą. Ktoś tak pomyślał? Tak? Otóż: Nie, to nie wygląda w ten sposób ;) Jasne, że grania jest dużo, jasne, że granie jest fajne. Ale to tylko część złożonej całości, na którą składa się pozyskiwanie materiałów i informacji, pisanie, redagowanie, publikowanie (a w wypadku HYPER+ także: nagrywanie, dogrywanie, zgrywanie, gadanie, poprawianie, kolaudowanie i jeszcze parę innych). Czy to źle? Ależ skąd! Nawet nie wiecie, ile frajdy potrafi przynieść zwykłe wyszukiwanie materiałów np. do Jointa! Gdyby jednak jakiś początkujący publicysta/dziennikarz/redaktor liczył na to, że będzie "żyć z samego grania", no to cóż... może lepszym wyborem byłaby praca testera gier w jakimś studiu deweloperskim? Choć tam też raczej nikt nie płaci za granie, co raczej za wyszukiwanie i raportowanie błędów...
A mówiąc już tak całkiem poważnie: nie wiem, czy Jacek Drewnowski byłby zadowolony, gdyby jego praca sprowadzała się wyłącznie do oglądania kolejnych Gwiezdnowojennych dzieł. Po krótkiej rozmowie zgaduję, że przynajmniej równie dużą satysfakcję może mu sprawiać to, że przyczynia się do rozwoju i popularyzacji uniwersum w Polsce. Coś podobnego na pewno mogę powiedzieć o sobie: granie jest super. Gry zostaną ze mną do końca życia - to pewne. Ale fakt, że można na podstawie tych gier zrobić "coś jeszcze, coś więcej" - jak w Joincie - jest dla mnie trudny do przecenienia.
Domykając więc temat obowiązków: nie chciałbym się silić na żadne rady. Gdyby miał z tego wszystkiego wynikać jeden wniosek, to pewnie brzmiałby on: dobrze jest sprecyzować sobie coś, co się lubi i w czym jest się dobrym. A potem warto szukać sposobu na to, by móc zrobić z tą pasją coś więcej. Bo z doświadczenia (przynajmniej mojego) wynika, że jeśli praca przenika się z pasją, to wtedy i praca wychodzi lepiej, i człowiek jakiś bardziej zadowolony :]
PS: Mam nadzieję, że mój Jointowy Góść nie będzie miał za złe, że posłużył jako przykład do dyskusji ;)
PPS: W Joincie będzie jeszcze drugi gość. Tomek Bagiński. Tak, TEN Bagiński :)
autor: Piotr Kubiński
Gra od zajarania dziejów - czyli od kiedy pamięta. Choć pisać o grach zaczął...
Halo? Haaaalo?! Jest tam w ogóle ktoś? Czy wszyscy zaginęli gdzieś w piekielnych odmętach albo na brazylijskich favelach? Przyznacie sami, że nadszedł wyjątkowo intensywny czas, jeśli chodzi o growy światek. Niemal...
Chińskiemu mędrcowi Zhuangzi przyśniło się kiedyś, że był motylem. Sen był tak wiarygodny i przekonujący, że po przebudzeniu Zhuangzi pomyślał: Czy to na pewno mnie przyśniło się, że jestem motylem? Skąd mam wiedzieć, że...
Jak myślicie, co można robić w samym środku długiego weekendu? Oczywiście oprócz tego, że siedzieć nad laptopem i pisać tekst na Hyperowy blog ;) Wiadomo, można robić od groma różnych rzeczy - wybrać się choćby na łono...