



W dawnych czasach to było piractwo. I nie myślę tu o czasach, gdy żaglowce po morzach pływały i gdy odkrywano Amerykę.
Tadeusz(nie-włóż-bo-cenzura) z Miłoszem właśnie Vitają się z widzami, bo nagrywają RT z nową kieszonsolką. A ja tu patrzę i piszę kontem oka.
Żyłem ja bowiem w czasach, gdy oficjalnie można było kopiować. Kopiowało się zatem muzykę z czarnych płyt, z kaset, a potem z CD. Wychodziły książki w tzw. drugim obiegu – oficjalny nakład 99 egz + 1(00000) z różną liczbą zer. Nawet nieco przy tych książkach miałem do czynienia, jako fan fantastyki. A to oficjalnie były wydawnictwa klubowe. Wielu z tych książek inaczej przeczytać się nie dało. Nawet w oryginale, a co dopiero po polsku. Choć w tłumaczeniu kaprawym, bez redakcji i korekcie. Z czcionką taką, że bez lupy nie podchodź. Ale się czytało…
Te klubowe wydawnictwa oficjalnie miały nakład 100 egz., bo tyle można było wydać „na zasadzie rękopisu” (do tej pory nie wiem, co to za prawo było). Drukowane były na powielaczach, przepisane na maszynach, bo komputery w tym kontekście w Polsce raczkowały. Tego jednak za mało by było.
Chłopaki nagrali już promocję i dzień dobry, i dowidzenia, i ogólne wprowadzenie do Vity. Poklęli sobie nieco. Minęły 2h od początku zdjęć, a jeszcze nie zaczęli na poważnie. Norma…
Więc kiedyś w Polsce nie było wolności. Wolności słowa, handlu, umysłów… o Internecie to nawet nikt nie marzył. W owych czasach walczyło się z systemem. Przeskakiwało przez płot. No i wydawało książki. Różne różniste. A to o mordzie katyńskim, a to o wolności słowa, a to 1984. Ten ostatni – wydany na powielaczu, z połową stron nieczytelnych – gdzieś w piwnicy jeszcze mam. Tak na pamiątkę.
10 minut o pierwszej grze i końca nie widać. Reżyser pokazuje, coby M&T kończyli, ale mają go w nosie. Norma.
W epoce walki z niedemokratycznym systemem totalitarnym piractwo było powiewem wolności. Pisarze i artyści wszelkiej inszej maści byli szczęśliwi, że ich przemyślenia w ogóle się ukazują w jakiś sposób. To też była taka praca u podstaw.
Panowie skończyli pierwszą grę. Przeszli do golfa. 10 minut następne…
Teraz zaś mamy wszelką wolność. Czasy piracenia książek, programów, gier – teoretycznie akceptowany przez prawo, praktycznie przez użytkowników, formalnie przez wszystkich – odeszły w niepamięć. Przynajmniej oficjalnie. Nieoficjalnie się dużo zmieniło.
Przerwa w nagraniu. Mikroporyt się zepsuł.
Czasy kupowania gier nielegalnie skopiowanych, płyt CD nieoficjalnie wydanych czy programów komputerowych w drugim obiegu – książki przestały się po prostu ponoć sprzedawać – też minęły. Drugi obieg wolnościowy zakończyła zmiana systemu. Koniec piractwa kopiowalnego – rozwój Internetu.
Teraz piracenie ma wymiar zabawy w białych rękawiczkach. I tak dochodzę do wniosku, że ACTA czy inne takie nic nie zmienią. Jedyne co może cokolwiek zmienić, to nadejście czegoś nowego. Patrząc w przeszłość:
Druga gra za nami. T&M zajmują się dewiantami…
Drugi obieg znikł, gdy przestał być potrzebny. Kopie na płytach – gdy Internet się rozwinął. Nadszedł czas na coś nowego, co sprawi, że nielegalne korzystanie z czyjejś pracy będzie nieopłacalne/bezsensowne/niemożliwe itp.
autor: Tomasz Kreczmar
Rówieśnik serialu "Stawiam na Tolka Banana" i płyty Pink Floyd "The Dark Side of...
W zeszłym tygodniu mieliśmy wielkie zderzenie – D3 kontra MP3. W zasadzie wydawało się, że zwycięzca tego starcia może być tylko jeden. Bo w końcu na nową okazję do rozstukania Diablo niektórzy naprawdę czekali te...
Playstation w polityce i trzęsienia ziemi
Czas nie stoi w miejscu, a wszechświat nie lubi próżni. Podobno nie lubi. Bo ostatnio pojawił się w branży niespodziewany syndrom próżni. Najpierw ofiarą padł Play, a ostatnio Gamecorner. Polygamia się ostała, lecz...
Euro tuż-tuż, czas otrzepać z rękawic kurz i zapakować bukiet róż czerwono-białych, dalej już! I teraz razem: koko-koko-euro-spoko… Bynajmniej się nie naśmiewam z uroczych seniorek śpiewających wesoło, ale...