



Mam problem z SOPA/ACTA. Mam problem, bo nie wiem jak się do tych umów ustosunkować. Po pierwsze – nie rozumiem ich. Nie czytałem tekstów źródłowych i raczej się tego nie podejmę, bo nie znam się na mowie prawnej. Czytałem kilka opracowań, pisanych z różnych stron barykady i za każdym razem miałem wrażenie, że ktoś tu nie mówi całej prawdy, tylko to, co mam usłyszeć. Dlatego teksty są jednoznacznie pro- albo anty- umowowe, a prawda jak zwykle leży pośrodku.
Po drugie, mam problem, bo z jednej strony uważam, że generalnie prawodawstwo internetowi jest potrzebne, a z drugiej gołym okiem widać, że te akty przepychane są w sposób absolutnie haniebny, za plecami większej części zainteresowanych, czyli szeroko pojętych użytkowników internetu. No i w przynajmniej kilku przypadkach, ich zapisy to jakiś ustawodawczy kosmos. Na przykład założenie, że można zamknąć (w policyjnym żargonie „zabezpieczyć dowody”) dowolną stronę czy byle blogaska, bo znalazły się tam treści nielegalne BEZ WIEDZY zainteresowanego. Bach i po sprawie. Na coś takiego wewnętrznie się zgodzić nie mogę, nawet mimo tego, że pewnie w wielu przypadkach do zamknięcia tych stron powody się znajdą.
Uważam, że autorom powinno płacić się za to co robią. W ten czy inny sposób, praca powinna być realnie wynagradzana. Dlatego wsparłem swojego czasu akcję MS (za co zebrałem niemało razów w interwebzie) i dlatego nie ściągam gier z sieci, nie oglądam filmów poza telewizją/kinem i (z rzadka, bo mało muzy słucham) kupuje coś na itunesach. Wiadomo, łatwiej zapuścić torrenta, i tak pewnie się nikt nie dowie, ale staram się być uczciwy w stosunku do samego siebie. Bo ja przecież też jestem twórcą i wolę jak ktoś ogląda RT czy e-sport na antenie, albo stronie hypera, nabijając kliki tam, a nie na jububie.
Ale w tym wszystkim najgorsze jest to, że na tym tak zwanym „piractwie” i „nielegalnym wykorzystywaniu własności intelektualnej” rośnie absolutnie genialna kultura internetowa. Konrad Hildebrand nazwał to „kulturą remiksu” - remiksuje się bowiem wszystko, poczynając od muzyki (wszelkie skrillexy i inne skreamy), przez filmy (choćby dziesiątki nabitek z Incepcji czy Matrixa), na ideach kończąc (memy). Szkoda tego wszystkiego :/. Szkoda będzie kwejka czy jego amerykańskiego wzorca 9gaga, szkoda będzie icanhascheezburger czy failbloga. Bo wszystkie te strony korzystają z cudzej własności intelektualnej właściwie nonstop. Nad problemem SOPY/PIPY/ACTY stoję więc okrakiem, bo i tak źle i tak niedobrze.
autor: Tadeusz Zieliński
W branży growej od prawie 15 lat. Zaczynał w 1996 roku w Gamblerze, potem w...
Za dziewięć minut rusza Diablo. Jutro posta nie napiszę, więc wolę zrobić to zaś. Do żadnej gry nie byłem przygotowany jak do tej premiery – kupione żarcie, ustawka z kolegami na skajpaju, plany przyszykowane,...
Od dzieciństwa mam zajawkę na karabiny snajperskie (o których NIE powinno się mówić snajperki – snajperka to kobieta snajper). Koncepcja oddawania zabójczych strzałów na kilometr jara mnie szczególnie od czasu...
Dałem się porwać Diablo-manii zanim wyszła gra. Nie żeby była to jakaś specjalna niespodzianka, bo że w D3 będę ciąć wiedziałem od zawsze. Ale muszę powiedzieć, że odliczam dni do premiery, a dawno nie miałem takiej...