



Mój kolega narzeka na auction house w nowym Diablo. Nie podoba mu się, że ktoś będzie mógł zdobyć wypasiony sprzęt tylko dlatego, że ma zasobny portfel. W imię słusznych zasad równości sprawiedliwości społecznej, marzy mu się utopijny świat w którym wszyscy mają równe szanse na tego fioletowego dropa, co to próbują go wyfarmować od 11 tygodni (tru.story). Teraz każdy będzie mógł za prawdziwe peeleny, durary czy inne dojcze marki wejść w posiadanie drogą kupna jakiegoś wyjątkowego miecza czy wypaśnej zbroi.
Na szczęście dla mojego kolegi Blizzard całkiem nieźle wymyślił cały system i mam przynajmniej pięć argumentów za tym, żeby nie przejmować się arabskimi książętami z wypchanym portfelem (Ensidia anyone?). Po pierwsze mamy level requirement, czyli wymagany poziom postaci dla danego przedmiotu. Miecz kupić sobie będzie można, ale i tak bez poświęcenia kilkudziesięciu godzin na wyoranie requirementsów nie będzie można go nosić.
Po drugie w przypadku Diablo nie mamy tak naprawdę współczynnika lansu, a przynajmniej nie jest on tak duży jak w WoWie czy innym Stworze. Fajną zbroję czy wypaśną kosę trzeba mieć komu pokazać. W Diablo nie ma głównego miasta, więc tak naprawdę liczba widzów ewentualnego fioletowego e-peena będzie mocno ograniczona. Pokazywanie jej kolegom, którzy wiedzą że została kupiona to raczej powód do lekkiego wstydu lub podejścia 'mam na to wy...', niż do chwały. No chyba że lubimy lansować się przed kolegami tym że jesteśmy dziani. A to przecież głównie ze znajomymi orać będziemy dandżony (przynajmniej ja mam taki zamiar)
Po trzecie, to już tak zupełnie z mojej osobistej perspektywy gracza, posiadanie takiego przedmiotu nie daje naprawdę radości. Wiem, że w AH prawdziwej kasy nie zaplace. A przynajmniej szansa jest bardzo, bardzo mała. W WoWie pokusiłem się kiedyś na szaleństwo i kupiłem sobie That Retarded Horse. Wiedziałem, że nie będę miał czasu na farmowanie jakiegoś superepixa, a gryf mi się znudził, więc zabuliłem i mam. W Diablo III nie będzie TRH, więc nie ma tego problemu :).
Po czwarte – handel wirtualnymi przedmiotami i postaciami i tak istnieje. Zawsze istniał i istnieć będzie, bo zawsze znajdą się ludzie, którzy nie mają czasu, ale mają pieniądze. A skoro taki rynek istnieje i do tego obraca grubą forsą, to dlaczego z niego nie skorzystać? Zarabiają wszyscy – deweloper, który dodatkowe zyski może przeznaczyć na ulepszenie produktu i gracze, którzy na zabawie mogą sobie zarabiać kieszonkowe. Taki młodziak, który i tak poświęciłby czas na granie, będzie sobie mógł odłożyć jakąś kasę i może dzięki temu nie będzie prosił o pieniądze rodziców i może odłożą dzięki temu na jakieś superstudia dla niego i on zostanie, za 20 lat, prezydentem? Wszystko dzięki Diablo i obracającemu prawdziwymi pieniędzmi AH!
A po piąte i najważniejsze – dzięki legalizacji procederu, przestaną na nim zarabiać chińscy poganiacze niewolników. Win/win situation. GG WP.
autor: Tadeusz Zieliński
W branży growej od prawie 15 lat. Zaczynał w 1996 roku w Gamblerze, potem w...
Za dziewięć minut rusza Diablo. Jutro posta nie napiszę, więc wolę zrobić to zaś. Do żadnej gry nie byłem przygotowany jak do tej premiery – kupione żarcie, ustawka z kolegami na skajpaju, plany przyszykowane,...
Od dzieciństwa mam zajawkę na karabiny snajperskie (o których NIE powinno się mówić snajperki – snajperka to kobieta snajper). Koncepcja oddawania zabójczych strzałów na kilometr jara mnie szczególnie od czasu...
Dałem się porwać Diablo-manii zanim wyszła gra. Nie żeby była to jakaś specjalna niespodzianka, bo że w D3 będę ciąć wiedziałem od zawsze. Ale muszę powiedzieć, że odliczam dni do premiery, a dawno nie miałem takiej...