



Wstałem. Idę do pracy. Mam do niej całe cztery metry, bo mniej więcej tyle dzieli łóżko od biurka. Siedzę w gaciach i w szlafroku, piję poranną kawkę i marzę o pecie, ale nie zapalę, bo właśnie rzucam. Patrzę w ekran i zastanawiam się co napisać? Większość z Was uważa, że nie ma lepszego życia, niż życie z grania. Jest w tym sporo prawdy - gdyby nie było to dobre życie i fajna praca, to już dawno bym z niej zrezygnował i zajął się 'czymś poważnym' jak matka i ojciec chcieli, kiedy się jeszcze nie okazało, że na tych głupich grach jednak da się zarobić na rachunki. Jest też druga strona, z której ludzie zupełnie nie zdają sobie sprawy. To co robię ja, Miłosz (okazyjnie, bo wiadomo, że jeśli ja jestem Dodą polskiego dziennikarstwa o grach, to on jest Michałem Wiśniewskim polskiej psychologii biznesu, czyli jego głównego zajęcia) czy dziesiątki naszych kolegów, to PRACA. A praca nie zawsze jest zabawna. Praca wymaga ślęczenia nad tekstem do czwartej rano. Praca to konieczność grania we wszystko, nawet w crapy, na które nie rzucilibyście nawet okiem. Praca to także brak czasu... na granie. A przynajmniej na granie w to, w co mam ochotę grać. Kiedy mam do napisania kilkadziesiąt kilo tekstu, terminy gonią, a szefowie wkurzają się, że napisałem Euro zamiast German (taką miałem ostatnio wpadeczkę, za którą zebrałem ostre baty), nie mam czasu na moje ostatnie uzależnienie. Cholera... ale ciężka ta praca.
Wstałem... chce sobie ponarzekać, bo tak naprawdę wcale nie jest źle. Jest super-fajnie-megadobrze. A będzie jeszcze lepiej. No i witam wszystkich na moim hypero-blogasku. Zaglądajcie tu często.
PS. Wczoraj kręciliśmy pierwsze dwa odcinki nowego (szóstego) sezonu RevTer. Dogoniliśmy Losta, przegoniliśmy Jak poznałem waszą matkę, gonimy Gotowe na wszystko. Zaraz będziemy mieli pięć latek! Czas iść do przedszkola.
autor: Tadeusz Zieliński
W branży growej od prawie 15 lat. Zaczynał w 1996 roku w Gamblerze, potem w...
Za dziewięć minut rusza Diablo. Jutro posta nie napiszę, więc wolę zrobić to zaś. Do żadnej gry nie byłem przygotowany jak do tej premiery – kupione żarcie, ustawka z kolegami na skajpaju, plany przyszykowane,...
Od dzieciństwa mam zajawkę na karabiny snajperskie (o których NIE powinno się mówić snajperki – snajperka to kobieta snajper). Koncepcja oddawania zabójczych strzałów na kilometr jara mnie szczególnie od czasu...
Dałem się porwać Diablo-manii zanim wyszła gra. Nie żeby była to jakaś specjalna niespodzianka, bo że w D3 będę ciąć wiedziałem od zawsze. Ale muszę powiedzieć, że odliczam dni do premiery, a dawno nie miałem takiej...